.

.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Jane Harris, Obserwacje

Tak słabej i irytująco napisanej książki daaaaaawno nie czytałam. Jakiś czas temu szukałam przecenionych książek i natknęłam się na ten tytuł. Znalazłam przystępną cenę, bodajże 5 zł, i prawie ją kupiłam. Na szczęście coś mnie powstrzymało. Egzemplarz mam z biblioteki, dlatego też jakość zdjęcia pozostawia wiele do życzenia z racji folii na okładce.


Opis z okładki: "Szkocja, rok 1863. Młoda Irlandka, Bessy Buckley, wędruje z Glasgow do Edynburga, by znaleźć pracę i może, kto wie, poślubić młodego szlachcica lub księcia. Po drodze trafia przypadkiem do posiadłości zwanej Zamkiem Haivers i zatrudnia się tam jako służąca pięknej Arabelli. Zmuszana do prowadzenia dziennika i wykonywania osobliwych poleceń, Bessy zaczyna prowadzić śledztwo: odkrywa coraz to nowe tajemnice swej pani, poznaje zagadkowe dzieje poprzednich służących, w końcu zaś sama przystępuje do działania..."

O ile sam pomysł na książkę nie jest najgorszy, bo znajdziemy tu i tajemnicę i kryminał, to o wiele gorzej jest z wykonaniem. Obserwacje są opisane na okładce jako "zabawny i wzruszający pastisz powieści wiktoriańskiej spod znaku Dickensa i sióstr Bronte". Jak dla mnie ani to zabawne ani tym bardziej wzruszające nie było. Może to dlatego, że nie znoszę pastiszu... Wrrr. Jeśli ktoś dla odmiany lubi, to być może książka przypadnie mu do gustu. Jestem tak zniesmaczona po lekturze, że celem mojej recenzji jest zniechęcenie jak największej liczby osób do czytania. Z tego powodu nie przybliżę treści, aby nie zachęcić do lektury, bo kto zechce, to i tak przeczyta.

Na okładce język powieści opisany jest jako "żywy i barwny". Moje zdanie jest diametralnie inne. Przytoczę kilka cytatów, aby nakreślić przedsmak lektury:

Poczynania Bocheńka obchodziły mnie tyle co pchle odchody.

A tam - o zgrozo - kogóż ujrzałam? Otóż przy wejściu na cmentarz Poldek rozdawał te swoje pierońskie broszury.

Dla panów niczego nie musiałam szykować, więc odebrawszy tacę od Muriel, moje pośladki spoczęły w kuchennej przystani.

Boże broń żeby Muriel tu zeszła, by wściubić między nas swego grubego nochala.

Uwijasz się niby jaka poslugaczka, a ta brzydula z tłustym zadem siedzi tylko i palcem nie kiwnie.

Niewykluczone, że istotnie miała jeszcze trochę grosza, lecz po wyczerpaniu oszczędności wypchnęłaby mnie na ulicę szybciej niż roznosi się wiatr z tyłka.

Ze względu na rozmiary podestu wszyscy oni tłoczyli się w tylnej jego części, blisko siebie jak gacie przy tyłku, by zacytować jednego z gapiów.

Chciałam go spławić, lecz on trzymał się mnie jak końskie gówienko trzyma się czasem buta (...) i gapił się na mnie. Gmerał do tego przy swoim obmierzłym ptaku, co sterczał mu pode spodniami, a nogi miał drań ubrudzone.

Celowo wybrałam takie cytaty, by każdy miał szansę zobaczyć jak "żywy i barwny" jest ten język. Zniesmaczył mnie od pierwszych stron, ale początkowo myślałam, że z czasem będzie lepiej. Zmusiłam się, by przeczytać całą książkę

Szczerze odradzam wszystkim lekturę.

38 komentarzy:

  1. Dzięki za przestrogę Anetko. Ja już na pewno się nie skuszę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uratowałaś mnie w ostatniej niemal chwili, bo jutro wybieram się na zakupy do Matrasa i polowałam również na tę pozycję ze względu na niską cenę ;) Teraz z pewnością sobie odpuszczę ;) Uff, obrazowy język - dobrze, że nie jadłam podczas czytania!

    OdpowiedzUsuń
  3. nie lubię tego typu książek, ale czasami lubię coś co nie jest kryminałem , i sobie teraz zapamiętam żeby na tą się nie skusić:)

    OdpowiedzUsuń
  4. straszne!
    jak można pisać takim językiem???
    dobrze, że nas ostrzegłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też przyglądałam się tej książce w Matrasie. Nie kupię wolę wydać 5 na lody :)

    OdpowiedzUsuń
  6. :)) fajna recenzja ! pierwszy raz na taką wpadłam :)) oj bardzo się musiałaś męczyć jak widzę :)) też miałam ostatnio szokujący zgrzyt czytelniczy, ale jednak aż tylu emocji nie wywołał i pominęłam go blogowym milczeniem :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nazwisko autorki coś mi mówiło, teraz już wiem co - nie chodziło o nią, lecz o Joannę Harris, która napisała Czekoladę ;) Cytaty nie spodobały mi się szczególnie, ale może to dlatego, że najpierw przeczytałam Twoją (niezbyt pochlebną) opinię... Nie mam najmniejszego zamiaru sięgnąć po tę książkę, no chyba że zostanę zmuszona :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przynajmniej nie będę sie za nią rozglądała. :) Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego tygodnia ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj... ;( Chyba wolałabym zgubić te 5 złotych... Ale gratuluję wytrwałości :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Może to pierwsza książka autora? Trzeb wybaczyć :-) Ja również za parę dni dokonuję debiutu książką którą napisałem ponad rok temu...nie jest to literatura wysokich lotów....

    OdpowiedzUsuń
  11. Książkę mam na swojej półce, moja mama ją czytała i chyba jej się podobała, ale ona czyta wszystko, co związane jest z wiktoriańską Anglią, to jej prawdziwy konik i w tym temacie jest bardzo nieobiektywna :) Mnie jakoś nie ciągnęło do tej pozycji, chyba instynkt czytelniczy mnie ostrzegał - teraz wiem, że miał rację - te obrazowe cytaty mówią same za siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A kategoria jaka - literatura piękna? Czy mi się tylko wydaje? Żartuję oczywiście :-))) Cytaty dobrałaś świetnie, aby skutecznie odstraszyć. Mnie na pewno. Trafi na moją listę specjalną...

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki za cynk. Będę ją omijać;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niby wstęp do stadniny jest darmowy, ale myślę, że jednak najbardziej interesujące są tam pokazy koni i aukcja, a za wstęp na nie trzeba już niestety zapłacić, szkoda...

    Btw. ale masz cela! Akurat byłam na blogu, bo publikowałam nowy wpis, kiedy dodałaś komentarz do poprzedniego. Dzięki temu niemal od razu go zaakceptowałam... ;)

    Pozdrawiam

    M.

    PS. Kiedyś kupiłam jakąś książkę za 1 zł, uradowana, że tak tanio. Gorszego badziewia w życiu nie czytałam... Chyba w końcu wylądowała w śmietniku, z tego co pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Humor przytoczonych cytatów jest moocno specyficzny i nie wiem, czy udałoby mi się go przetrawić bez niestrawności :/

    OdpowiedzUsuń
  16. O nie, za taki język to ja podziękuję. Na pewno tej książki nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Hahaha, rzeczywiście, wybrane przez Ciebie cytaty powalają xD
    Będę omijać szerokim łukiem, choć ostatnio mam ochotę na jakąś niezobowiązującą, romansową lekturę...

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Em :/ Autora książki ma, że tak powiem humor śmietnikowy. Wątpię, żeby ta lektura coś wniosła do mojego życia. Na pewno jej nie przeczytam.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja ją mam w księgarni i parę razy się zastanawiałam czy nie kupić :) Teraz się już nie muszę zastanawiać ;]

    OdpowiedzUsuń
  20. Czasami dobrze jest też wiedzieć, czego nie czytać ;). Dziękuję za ostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Z pewnością odpuszczę sobie tą książkę. Miałabym pewnie podobne odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj. Rzeczywiście język koszmarny, może Jane Harris ma dwanaście lat i zamisat bloga ze słitaśnymi fotami - pisuje książki?

    OdpowiedzUsuń
  23. Skutecznie mnie odstraszyłaś;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Czuję się pozytywnie zniechęcona do przeczytania tej książki, dzięki za ostrzeżenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dzięki za przestrogę. Stojąc w księgarni, może akurat nie wyłowiłabym tych zdań. One same już wystarczą.
    I tak przy okazji - uwielbiam Twoje komentarze na różnych blogach. Masz swoje zdanie, a ponadto tak napiszesz, że działasz jak neutralizator, gdy atmosfera robi się gorąca. Zazdroszczę tej pewności niosącej spokój. Tak to odbieram. I tak trzymać:)))

    OdpowiedzUsuń
  26. Wygląda na to, że autorka mimo wszystko bardzo skupiła się właśnie na OBSERWACJACH - czego świetnym dowodem są te... jakże obrazowe opisy, haha :D
    Dzięki Twojej recenzji wiem, że jednak to nie jest lektura dla mnie i podzielam Twoje zdanie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Dzięki za ostrzeżenie! Ja też, przez niską cenę i interesującą tematykę, przymierzałam się do zakupu. I też się kilka razy powstrzymałam. Instynkt czy co? Cytaty dobrałaś przepięknie, nie wezmę do ręki, nawet jeśli będzie za mną biegła ulicą...

    OdpowiedzUsuń
  28. o ,mozna sie zmeczyć, podziwiam, ze doczytalas do konca!

    OdpowiedzUsuń
  29. Ojej faktycznie sądząc po przytoczonych fragmentach niezły "gniot" z tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  30. Po recenzji zdecydowanie biorę sobie Twoją radę do serca i będę omijać tę książkę szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ty-dy... Codziennie, niskie ceny!;D
    Dzięki za przestrogę, bo jednak pięć złoty to paczka chipsów, albo co innego:)
    Czasem trafi się na jakiś chłam do czytania, ale dobrze, że można się uchraniać przed zbędnymi zakupami.

    OdpowiedzUsuń
  32. Już sam opis nie bardzo do mnie przemówił, skojarzył mi się z jakąś telenowelą. Po przeczytaniu recenzji jestem pewna, że nie przeczytam, cytat o pośladkach spoczywających w kuchni spełnił swoje zadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ewa: tak słabej książki daaaaaaaaaaawno nie czytałam :)

    niedopisanie: nie ma sprawy, polecam się na przyszłość :)

    bergamasco: czasem lepiej przeczytać coś sprawdzonego niż potem żałować...

    magdalenardo: też mi się to w głowie nie mieści... przerażające...

    Agnieszka Wawka: dobry wybór :)

    Sempeanka: przeokropnie się męczyłam...

    giffin: mam nadzieję, że nikt nie będzie Cię do tego zmuszał

    Cassiel: dziękuję :)

    Nikki: zgadza sie, lepiej już zgubić...

    pisanyinaczej: nie potrafię wybaczyć... za bardzo się namęczyłam... Czekam na Twoją książkę :)

    Nemeni: musiałam wpisać cytaty, aby Wam to zobrazować :)

    jjon: taki miałam zamiar :)

    kasandra_85: roztropna decyzja :)

    Sol: lepiej zapłacić więcej niż tak się męczyć :)

    Dusia: nie udałoby się...

    Dosiak: wcale się nie dziwię

    Isadora: proponuję bardzo szerokim łukiem

    OdpowiedzUsuń
  34. Maruda007: dokładnie tak, śmietnikowy

    Viconia: :)

    Intueri: proszę uprzejmie

    Heather: myślę, że tak by było

    Agata Adelajda: wielce prawdopodobne

    M: cieszę sie, że mi się udało :)

    sylvia: nie ma sprawy :)

    książkowiec: dziękuję pięknie za miłe słowa :) Z tą pewnością siebie to różnie bywa, ale staram się mieć własne zdanie i zdecydowanie, ale spokojnie go bronić :)

    miqaisonfire: sama się sobie dziwię, że dobrnęłam do końca

    lilybeth: kobieca intuicja, mnie zawiodła tym razem

    bluedress: bolało...

    Friday: gniot to idealne określenie

    Monika: cieszę się

    Sarenkasarna: lepiej się wystrzegać takich książek niż potem żałować

    Mani: cytaty miały stanowczo odstraszać

    OdpowiedzUsuń
  35. Och, nie :( Mam ją na półce... Kupiłam bo cena mnie skusiła :( widocznie nie warto było :(

    OdpowiedzUsuń
  36. @lma: może Tobie się spodoba, przecież każdy ma inny gust, czekam na Twoją recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Aneto, na pewno do lektury mnie zniechęciłaś, ale wyczuwalny niesmak, którym przesiąkneła Twoja recenzja i te śmieszne cytaty wywołały uśmiech na mojej twarzy. :)

    OdpowiedzUsuń
  38. poduszkowietz: miło mi, że się podobało mimo że książka nie zachęca :)

    OdpowiedzUsuń