.

.

środa, 2 sierpnia 2017

Pilea peperomioides - podejście drugie

Pierwszy egzemplarz pilei kupiłam i odebrałam na olx w ubiegłe wakacje, ale była to roślinka z mikroskopijnymi korzonkami, przetransportowana do mnie, bez ziemi, na wilgotnej ligninie. Niestety padła po jakimś czasie, najpierw zaczęły opadać jej liście, a potem całkiem uschła. Zaznaczam, że ją podlewałam i miała dostęp do światła na wschodnim oknie.

W tym roku kupiłam 2 egzemplarze na olx z nadzieją, że choć jeden przeżyje... Obecny sprzedawca przyniósł roślinki zasadzone w ziemi w małych pojemniczkach.  Jak przesadzałam je do doniczek, to widać było, że maleństwa są ukorzenione. Mam nadzieję, że tegoroczne pilee zadomowią się, ładnie ukorzenią i zostaną na długo.



sobota, 22 lipca 2017

Oswajanie kaszy jaglanej

Staram się wprowadzać kaszę jaglaną do codziennej diety z uwagi na walory zdrowotne.
 
Kaszę jaglaną ugotowałam w proporcji 2:1 czyli na daną ilość kaszy 2x więcej wody. Na przestudzoną kaszę pokroiłam truskawki, polałam jogurtem naturalnym i posypałam borówkami.
 
Nie dodawałam cukru, bo od pewnego czasu ograniczam cukier i takie owoce mi smakują. Kwestia czasu oczywiście, bo kiedyś potrzebowałam posłodzić truskawki.
 

 

sobota, 15 lipca 2017

Remigiusz Mróz, Ekspozycja - będę krytykować

Kupiłam całą serię z komisarzem Forstem czyli cztery tomy.
Przeczytałam tom pierwszy, ale ledwie dobrnęłam do końca. Dawno nie byłam tak zawiedziona książką. Kompletne pomieszanie z poplątaniem. Autor zdecydowanie przesadził. W jednym tomie połączył historię tajemniczych manuskryptów, które według treści książki mogłyby zatrząsnąć posadami chrześcijaństwa i rzeź wołyńską. Główny bohater w nienaturalny sposób się zachowuje i wplątuje w różne nieprzewidywalne sytuacje, został prawie skatowany przez służby białoruskie, w Rosji trafił niesłusznie do więzienia, skąd w amerykańskim stylu uciekł przez Kazachstan. Akcja jest przekombinowana, jakby na autor miał za dużo pomysłów, ale nieumiejętnie je nagromadził i połączył. Książka trochę przypomina tempo Dana Browna, niestety do dobrego kryminału jej daleko, bo jest po prostu kiepska. Oczekiwałam kryminału i akcji osadzonej w Tatrach (patrząc po okładkach), stąd moje odczucia i opinia. Na Giewoncie zostało jedynie znalezione ciało. Nie polubiłam głównego bohatera i nie wiem czy czytać kolejne tomy, żałuję, że je kupiłam. Słaba książka, jedynym plusem jest zaskakujące zakończenie, ale ten plus wypada blado na tle tylu dużych minusów. Książki niestety nie polecam osobom, które chcą przeczytać kryminał.

czwartek, 29 czerwca 2017

Katarzyna Puzyńska, Czarne narcyzy

Nie wiem jak to możliwe, że mamy już 29 czerwca. Mam wrażenie jakby miesiąc dopiero się rozpoczął...

Fanom pisarki nie trzeba polecać lektury, a osobom które nie znają serii o Lipowie niech posłuży za zachętę poniższe zdjęcie. Każdy tom kupiłam sama wyczekując go w księgarni, z zainteresowaniem przeczytałam i za jakiś czas na pewno wrócę do tej serii, bo jest świetna. Czytałam skandynawską serię o Fjalbace autorstwa Camilli Lackberg i szczerze oświadczam, że Puzyńska ma taki sam wysoki poziom kryminałów jak Lackberg.


 
Kilka dni temu skończyłam czytać Czarne narcyzy czyli 8 tom kryminałów Katarzyny Puzyńskiej. Jestem pod wrażeniem, że autorka z każdą kolejną częścią trzyma poziom i wydaje bardzo dobre kryminały. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, zakończenie daje furtkę do kolejnego tomu. W książce mamy perypetie znanych dotychczas bohaterów czyli policjantów Daniela Podgórskiego, Emilii Strzałkowskiej, Klementyny Kopp i psycholog Weroniki Nowakowskiej. Szczegółowej recenzji nie będzie, aby nie zdradzić za dużo treści. Okładkowa siekiera jest wątkiem intrygi kryminalnej, gdzie znowu bohaterowie będą mieć dużo pracy, gdyż jest seria morderstw do wyjaśnienia i sprawca do złapania zanim zabije ponownie.

 
  
Na półce czeka na mnie czterotomowa górska seria kryminałów Remigiusza Mroza, którą dostałam z okazji imienin. Jestem ciekawa wrażeń.

piątek, 23 czerwca 2017

Jeffery Deaver, Twój cień

Książka to trzeci tom cyklu z agentką Kathryn Dance, ale z tego z opisu wynika, że można ją czytać jako oddzielną całość. Nie znam cyklu, a miałam w domu otrzymany kiedyś od taty Twój cień.

Książka jest bardzo dobrym kryminałem i thrillerem. Najbardziej w kryminałach cenię, gdy autor mnie zaskakuje. Jeffery Deaver zaskoczył mnie kilka razy tak prowadząc akcję, że byłam w szoku - duży plus.


Jeżeli inne książki są porównywalne w zaskakiwaniu czytelnika i sprawnej intrydze, to zacznę czytać więcej jego książek.




czwartek, 8 czerwca 2017

Czerwcowe śniadanie

Ugotowana na gęsto owsianka z dodatkiem kakao i odrobiny cukru. Kakao mieszam z mlekiem w szklance, następnie wlewam do mleka z płatkami w garnku. Robię w ten sposób, aby nie porobiły się grudki podczas wsypania i mieszania kakao bezpośrednio do garnka - wiem coś o tym z doświadczenia :)
 
Na ciepłą owsiankę przełożoną do misek pokroiłam truskawki i banana.
 
Śniadanie wspaniałe :) Pyszności po prostu.
 

A po pysznym jedzonku relaksik :)


Pies oczywiście jadł coś innego :)
 

sobota, 13 maja 2017

Wreszcie zauważam maj

W tym tygodniu zauważyłam z zaskoczeniem, że już kwitną bzy. Czas się nimi nacieszyć :)

Zdjęcie zrobiłam po godzinie 20:00 w trybie manualnym, ISO 1 600, przesłona 2.8, czas 1/80 s, balans bieli: zachmurzony dzień. Jeszcze niedawno było ciemno o tej porze dnia, a dzisiaj udało mi się zrobić zdjęcie przy świetle zastanym.


sobota, 29 kwietnia 2017

Lackberg i pierwsza hybryda

Każdy kto czytał sagę Lackberg o pisarce Erice i jej mężu policjancie Patricku  z chęcią sięgnie po Morderstwa i woń migdałów. Książka zawiera 3 opowiadania, w tym jedno inspirowane kryminałami Agathy Christie.


A na paznokciach pierwsza w życiu hybryda :)

sobota, 22 kwietnia 2017

Przekąska zamiast chipsów - pieczona ciecierzyca

Ciecierzyca z puszki z olejem i przyprawami. Przepis z dokładnymi proporcjami znalazłam tu.

Z czystym sumieniem  mogę polecić :)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Kwiecień 2017

W Wielką Sobotę zgodnie z tradycją w moim rodzinnym domu przygotowujemy razem pisanki. Jajka gotujemy w łupinach cebuli, a potem skrobiemy różne wzory ostrym nożem lub nożykiem do papieru. W tym roku spróbowałam pomalować jajka czerwonymi burakami, ale efektu nie było żadnego. Łupiny cebuli natomiast są niezawodne od lat.



Poniżej balkonowe efekty urlopu w pewien kwietniowy poniedziałek.



I słoneczne maleństwo, które przywieźli mi rodzice.

niedziela, 26 marca 2017

Moja pierwsza granola

Granola wyszła pyszna, poranny jogurt naturalny z płatkami nabrał nowego głębszego wymiaru.

Granolę robi się szybko, znika równie szybko :) Dlatego lepiej przezornie zrobić podwójną ilość.


Przepis pochodzi z tej strony. W mojej wersji olej kokosowy zamieniłam na rzepakowy (bo taki miałam w domu), a deserową czekoladę na gorzką (moją ulubioną).


niedziela, 19 marca 2017

Kokosowe kulki

Dla fanów batonów bounty. Lubię te słodycze w wersji w gorzkiej czekoladzie, jednak w sklepach są bardzo rzadko, niestety przeważają w mlecznej.
 
Wersja domowa jest smaczniejsza od oryginału.
 
Przepis znaleziony na tej stronie:
 
- 200 g gorzkiej czekolady,
- 1,5 szkl. wiórek kokosowych,
- 0,5 szkl. słodzonego mleka skondensowanego z puszki.
 
Wymieszać mleko skondensowane z wiórkami aż powstanie kleista masa. Rękami uformować kulki, należy ściskać nadzienie, aby całość była zwarta. Kulki układać w naczyniu wyłożonym papierem do pieczenia. Aby kulki lepiej się formowały warto robić to wilgotnymi dłońmi, najlepiej co jakiś czas opłukać. Naczynie z kulkami wstawić na 20-30 minut do zamrażalnika. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (na garnku z gotującą się wodą położyć miskę do której wkładamy kawałki czekolady). Pojedynczo zanurzamy kulki za pomocą 2 widelców w roztopionej czekoladzie, układać na papierze do pieczenia. Odstawić do stężenia.
 
 
Wczoraj zrobiłam podwójną porcję i to była świetna decyzja. Kulkami zachwycali się dzisiaj amatorzy słodyczy i osoby stroniące od nich. Dzięki gorzkiej czekoladzie kulki są bardziej wytrawne, ale słodkie nadzienie idealnie komponuje się ze smakiem polewy.

wtorek, 7 marca 2017

Juliusz Verne, Wyprawa do wnętrza ziemi

Mam ogromny sentyment do twórczości Juliusza Verne'a. Zaczytywałam się w jego książkach jako nastolatka. Jego Tajemnicza wyspa to według mnie jedna z najlepszych książek, jakie zostały napisane. Sięgałam do niej kilka razy, zachęciłam też męża, który nie jest aż takim fanem literatury jak ja, a ten tytuł bardzo mu się podobał. Tak się zdarzyło, że Wyprawy do wnętrza ziemi dotąd nie znałam. Dzisiaj skończyłam lekturę i mimo, że nie jest tak dobra jak wyjątkowa Tajemnicza wyspa, to bardzo dobrze się czyta.

Verne potrafi bardzo plastycznie kreować świat i porwać czytelnika, kto go nie zna, niech rychło naprawi to niedopatrzenie. Zdecydowanie nie jest to autor tylko dla dzieci, ale dorosłym także przypadną do gustu jego książka.

Twórczość Verne'a potwierdza, że klasyka literatury jest nieśmiertelna i warto ją czytać, a nie tylko sięgać po nowości wydawnicze.

 
Pozostając w temacie klasyki przypomnę Frances Hodgson Burnett. Bardzo cenię tę autorkę i mam do niej sentyment. Jako dziewczynka dostałam od przybranej cioci Tajemniczy ogród, Małą księżniczkę i Małego lorda. Egzemplarze mam do dziś. Tytuły są ponadczasowe. Niedawno pewna dwunastolatka i dziesięciolatka z rodziny otrzymały ode mnie Małego lorda i Tajemniczy ogród z pięknymi ilustracjami. Dziewczynki bardzo lubią czytać i mam nadzieję, że książki sprawią im dużo radości podczas lektury.
 
A ja mam ochotę nadrobić trochę zaległości z kanonu literatury światowej i przeczytać m.in. Annę Kareninę.

wtorek, 21 lutego 2017

Co jeść w pracy czyli CYKL SŁOIKI I POJEMNIKI

Kolejny pomysł na posiłek w pracy.

Kasza gryczana, rukola, ugotowane na parze buraki, mozarella i oliwa z oliwek.

Bardzo smaczne, ale należy pamiętać o posoleniu buraków, by nie były zbyt słodkie.

niedziela, 12 lutego 2017

Katarzyna Puzyńska - autorka serii kryminałów

Kryminały Katarzyny Puzyńskiej polubiłam już od pierwszego tomu czyli Motylka. Autorka jest porównywana do popularnej skandynawskiej Camilli Lackberg. Uważam, że słusznie. Czytałam całą serię Lackberg o przygodach pisarki Erici i policjanta Patrika, to kryminały zdecydowanie warte przeczytania, ciężko się od nich oderwać. Puzyńska ma podobny talent wciągania czytelnika w wykreowany przez nią świat małego Lipowa i okolic, które nie jest spokojną i tak bezpieczną prowincją (podobnie jak Fjallbaca u Camilli Lackberg) jakby na pierwszy rzut oka się wydawało.
 
Puzyńska stworzyła realistyczne postacie oraz bardzo umiejętnie prowadzi akcję i buduje napięcie. Podczas lektury zarwałam niejedną noc i nie raz nie dwa zdecydowanie za późno położyłam się spać (szczególnie podczas weekendowego czytania) - myślę, że ten fakt jest najlepszą rekomendacją.


 
Lekturę Domu czwartego odkładałam celowo, bo wiedziałam, że kolejny tom jest dopiero w przygotowaniu. Już się nie mogę doczekać następnego tytułu. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać...

czwartek, 2 lutego 2017

Co jeść w pracy czyli CYKL SŁOIKI I POJEMNIKI odcinek 1

Kiedyś zadowalałam się suchymi kanapkami robionymi na szybko. Znudziły mi się, postanowiłam urozmaicić jedzenie w pracy i mieć chwilę przyjemności.


W słoiku ułożone warstwowo:

- kasza pęczak,
- ciecierzyca,
- ser feta,
- suszone pomidory,
- pestki dyni i słonecznika,
- skropione olejem roślinnym.


Przetestowane, było pyszne, polecam.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Beata Pawlikowska, Blondynka na Czarnym Lądzie

Tym razem blondynka wybrała się do Tanzanii. Trzecia książka Pawlikowskiej jaką przeczytałam  i jakoś coś zgrzytało, nie podobała mi się aż tak bardzo, jak poprzednie, tak średnio ją oceniam. Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, a otrzymałam taką sobie i średnio ciekawą książkę. Szkoda... Nie jest zła, ale szału niestety nie ma.

wtorek, 24 stycznia 2017

Beata Pawlikowska, Blondynka w Australii

Drugie spotkanie z autorką, (po Blondynce na Orinoko) tym razem wybrałam się na zwiedzanie Australii. Książki Pawlikowskiej zdecydowanie polubiłam, cenię ją też za to, że sama robi zdjęcia do swoich książek, więc jeździ z lustrzanką i obiektywami na krańce świata. Pawlikowska ma niesamowitą ciekawość świata i ludzi. Potrafi interesująco pisać o swoich wyprawach. Jest też szczera i nie pokazuje odwiedzanych miejsc przez różowe okulary, tylko w sposób realny. W tym tomie pisze sporo o Aborygenach, czyli rdzennych mieszkańcach kontynentu, o tym jak potraktowali ich biali ludzie odkąd odkryli i zaczęli zamieszkiwać Australię.


W kolejce do lektury czeka kolejny tom czyli Blondynka na Czarnym Lądzie.

niedziela, 22 stycznia 2017

Wyciskarka do soku

Niedawny zakup, jeszcze grudniowy, jeden z najlepszych i najczęściej używanych sprzętów w kuchni.
 
Zastanawiałam się nad wyborem sokowirówka czy wyciskarka, ale zapoznałam się z opiniami oraz informacjami i wybrałam wyciskarkę.
 
Jak dotąd testowałam smaki:
- grejfrutowy,
- pomarańczowy,
- jabłkowy,
- pomarańczowo-marchewkowo-jabłkowy,
- ananasowo-pomarańczowy,
- pomarańczowo-buraczano-jabłkowy.


Nie przepadam za sokiem z samych buraków, który piłam w dzieciństwie, ale dzisiejsze połączenie 2 średnich buraków z 1 jabłkiem i 5 pomarańczami przekonało mnie do tego smaku - bardzo dobry.


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Koktajl czyli smoothie jagodowe


Mrożone jagody, mleko kokosowe (akurat miałam, ale może być jogurt), trochę mleka krowiego, blenderowane migdały, płatki owsiane i siemię lniane.

Pyszne i zdrowe :)

środa, 11 stycznia 2017

Globus

Mała rzecz, a cieszy :)


W sumie nie taka mała, bo ma 42 cm średnicy. Globus marzył mi się od dawna.

Bardzo się przyda, bo ostatnio rozczytuję się w książkach o tematyce podróżniczej.

czwartek, 5 stycznia 2017

Domowy chleb

Płatki owsiane, mleko, drożdże, mąka i sól. Tyle :)

Mąka to pszenna, kukurydziana i żytnia dla urozmaicenia smaku.


Co za zapach w domu po wyjęciu chleba z piekarnika...

I smak po wystygnięciu...


wtorek, 3 stycznia 2017

Beata Pawlikowska, Blondynka na Orinoko

Książka była moim pierwszym spotkaniem z Pawlikowską, ale bardzo udanym, na tyle, że po skończeniu lektury, zamówiłam przez internet kolejne 2 jej książki: Blondynkę w Australii i Blondynkę na Czarnym lądzie. Teraz czekam na listonosza.

Podoba mi się sposób w jaki Beata Pawlikowska opisuje swoją podróż, bardzo dobrze mi się ją czyta. Książka jest zilustrowana zdjęciami jej autorstwa, co jest dodatkowym plusem. Kobieta jest odważna podróżuje sama, dźwiga w plecaku podręcznym aparat i dwa obiektywy oraz torbę podróżną. Jest samodzielna, silna, odważna i ciekawa życia.

Zagłębiając się w lekturę kolejnych tomów przeniosłam się do dżungli w Ameryce Południowej, którą Pawlikowska przemierzała rzeką. 

Podoba mi się też mądrość życiowa, jaka cechuje Pawlikowską, co widać, gdy się ją czyta. Ma mądry i dojrzały  stosunek także do kwestii odżywiania (w książce było o tym tylko trochę, reszty dowiedziałam się ze strony autorki np. że nauczyła się gotować jak dotarło do niej jakie jest wysokoprzetworzone jedzenie, zrezygnowała z cukru, je dużo kasz).

Zaczęłam kiedyś czytać książkę Cejrowskiego o Ameryce Południowej, ale mi nie podeszła i odłożyłam. Pawlikowska to inna bajka, podoba mi się jej styl i bardzo ją polubiłam. Jestem ciekawa kolejnych spotkań z jej książkami.


niedziela, 1 stycznia 2017

Plan na Nowy Rok :) oraz książka, której nie polecam: Federica Bosco, Nie tacy oni straszni

Nowy Rok, nowe plany, blogowo mam jeden plan: pisać o KAŻDEJ książce. Tak się składa, że czytam dużo, ale tylko o części piszę. Chcę to zmienić i dokumentować każdy przeczytany tytuł.

Nie tacy oni straszni dostałam, tyle dobrego, bo nie żal portfela. Tytuł przeczytałam kilka dni temu, jeszcze w 2016 roku :) Książka jest słaba, przeciętna i w wielu momentach męcząca. Oceniając po okładce książka powinna być lekkim, kobiecym czytadłem. Niestety tak nie jest. Od początku irytowała mnie główna bohaterka - jej zachowanie, sposób bycia, wybory. Jak dla mnie wątek romantyczny jest zdecydowanie naciągany, bo jak tu uwierzyć, że zakochanie od pierwszego wejrzenia jest tak mocne, tak zdominuje bohaterkę, która obiektu swych uczuć właściwie nie zna, ale nic to, jest zaślepiona i zapatrzona bezkrytycznie w tego mężczyznę. Niby obowiązkowy w tego typu książkach happy end jest, ale jak dla mnie naciągany.

Generalnie książka nudna i słaba. Szkoda na nią miejsca na półce. Zdecydowanie odradzam lekturę, szkoda na nią czasu.