.

.

poniedziałek, 16 października 2017

Zbieranie grzybów

Moje ulubione grzyby to gąski, które rosną w październiku i listopadzie. Zbieram je pod okiem rodzinnego eksperta, dodatkowo jak przebieram grzyby w domu, to proszę o pomoc rodziców, którzy grzyby zbierają często i mają ogromną wiedzę w tym temacie. Jak mamy cień wątpliwości, to wyrzucam dany egzemplarz. W kwestii grzybów lepiej być ostrożnym, jeżeli nie jest się wytrawnym grzybiarzem, a ja nie jestem. Na grzyby chodzę  średnio raz w roku na gąski właśnie. Gąski lubię marynowane lub duszone z cebulką.


"Profesjonalne" obuwie na leśne wędrówki.


Gąski są najsmaczniejszym grzybem do marynowania. Moim subiektywnym zdaniem.


Poniżej zdjęcia niejadalnych grzybów, ale jakże fotogenicznych.


środa, 11 października 2017

Przecier pomidorowy 2017

W trzech etapach, począwszy od sierpnia przez wrzesień, wyszło 25 słoiczków. Przecier pomidorowy wg przepisu jak co roku, receptura w tym poście. Pomidory wyjątkowo ekologiczne, bo z działki rodziców. W tym roku tylko te słoiki robiłam, jeżeli chodzi o przetwory z  czerwonych warzyw, suszonych pomidorów nie było.

Lubię mieć w piwnicy domowy przecier pomidorowy, bo zimą ratuje wiele obiadów dodając smaku i sprawności wykonania. Wystarczy mięso mielone, cebula oraz jeden słoik i mam gotowy pyszny oraz szybki sos do spaghetti.


poniedziałek, 2 października 2017

Syrop do herbaty pigwowy i żurawinowy

Lubię czarną herbatę, szczególnie z dodatkami. Ostatnio piłam z czeskim syropem preso caj, przywiezionym z urlopu, który nadaje słodki, lekko rumowy aromat. Kto nie zna, polecam, można nabyć w sieci.

Jesień to czas pigwy, z której od kilku lat robię syrop do herbaty. Owoce są surowe, więc oprócz walorów smakowych dochodzi jeszcze zdrowotny (owoc ten ma dużo witaminy C).

Syrop robię według przepisu męża, który poznał go od  mamy kolegi. Po raz pierwszy spróbowałam tego specjału właśnie u niego, jeszcze jak byliśmy przed ślubem.

Przepis jest prosty, kroję pigwę na pół, wydrążam ziarna, tnę na paseczki mniej więcej 2-3 mm. Pokrojone owoce układam warstwowo z cukrem mniej więcej w proporcji 1:1. Do każdego, wcześniej wyparzonego, słoika daję wódkę, aby lepiej zakonserwować. Na słoiczek wielkości musztardówki dałam 1/2 kieliszka wódki. Zakręcam i potem potrząsam co jakiś czas słoikami, aby rozpuścił się cukier. Przechowuję w lodówce. Rekord to rok, ale zapewniam, że jak nie zrobi się dużo, to syrop szybko zniknie. Wyszło mi 13 słoiczków. Świetny dodatek do herbaty.


W tym roku zrobiłam też syrop z żurawiny wedle tego samego przepisu jak wyżej. Każdy owoc żurawiny przekroiłam na pół. Słoiczków wyszło 5. Trochę zabawy przy krojeniu, ale myślę, że będzie smaczny. Żurawina to kolejny plus jesieni. Jest pyszna.

Moja mama robi żurawinę w inny sposób, też na surowo, miele owoce przez maszynkę do mięsa, dodaje cukru w proporcji 1:1, długo miesza aż do rozpuszczenia cukru, daje odrobinę alkoholu i wynosi do piwnicy, a zimą dodaje się do wody czy herbaty.

Znalazłam nowe przepisy na syropy do herbaty, które wkrótce będę testowała. Jestem ciekawa czy się sprawdzą

piątek, 29 września 2017

środa, 20 września 2017

Wrześniowe przyjemności

Gorąca herbata w nowej szklance, w tle roślina do której mam słabość czyli pilea potocznie zwana pieniążkiem. Pilea rośnie pięknie.



czwartek, 14 września 2017

Leniwie czyli powoli już jesiennie

Kawa w nowych kubeczkach i domowe ciasto.


Kubeczki to prezent od bliskich, talerzyki to stare sztuki polskiej porcelany, cukiernica bolesławiecka, stół stary, zniszczony, pożyczony przed laty od rodziców, ale dzielnie służy.


niedziela, 10 września 2017

Ciasto kruche ze śliwkami

Ciasto kruche z przepisu od teściowej, większość potraw robię jak moja mama, ale kruche jak teściowa.


Lato powoli ustępuje miejsca jesieni, ale nie przeszkadza mi to, po prostu jest inaczej. Każda pora roku jest piękna. Lubię wrzesień choćby za śliwki.



Ciasto kruche jeszcze lekko ciepłe najlepiej smakuje z mlekiem.

sobota, 2 września 2017

Remigiusz Mróz, seria o komisarzu Forście

Przeczytałam całą serię o komisarzu Wiktorze Forście czyli 4 tomy. Pierwszy nie podobał mi się o czym pisałam tutaj, ale miałam w domu kolejne 3, bo kupione w pakiecie, zatem skończyłam całą serię.

Seria ma bardzo ładne okładki z Tatrami w tle, podczas czytania widać też, że autor ma obszerną wiedzę na temat górskich wędrówek.
 
Pomysłów Remigiusz Mróz ma mnóstwo, niektóre naprawdę dobre, ale podczas lektury ma się wrażenie jakby na siłę wepchnął za dużo wątków do jednego tomu, co powoduje zdecydowany przesyt. Za dużo się dzieje i to naprawdę nie jest przesada. Wiadomo, że gdy w książce wieje nudą, to źle, ale gdy jest zbyt duże zamieszanie, to naprawdę nie jest dobrze. Książki z serii to połączenie sensacji z kryminałem, ale realizacja nie przypadła mi do gustu. Nie da się odmówić dużej wiedzy kryminologicznej autorowi, ale to za mało. Wiktor Forst wpadł w tyle śmiertelnie niebezpiecznych sytuacji, że kilkanaście razy powinien według wszelkiego prawdopodobieństwa zginąć, ale żyje nadal. Pajęczyna zdarzeń jest bardzo misternie utkana, ale nie do końca wyjaśniona i jak dla mnie to przerost formy nad treścią.
 
Nie podoba mi się też jeszcze jedno o czym zapomniałam wspomnieć w recenzji Ekspozycji, mianowicie chodzi o wtrącanie opinii politycznych i ogólnospołecznych, w których zajmuje subiektywne stanowisko i wydaje subiektywne opinie. Kryminał/sensacja to nie jest gazeta, to nie jest miejsce gdzie czytelnik ma ochotę zapoznawać się z takimi opiniami, bo uważam, ze takie wtręty są niesmaczne. Co innego gdyby wspomnieć obiektywnie o pewnych kwestiach, ale autor jest subiektywny, co mi się nie podoba jako czytelniczce jego książek.
 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Urlop czyli zwolnienie tempa

Dzisiaj ostatni dzień urlopu i spokojnie mogę powiedzieć, że udało mi się odpocząć od pracy i codzienności, zwolnić tempo i naładować baterię na 100% :)


Lokalizacja ładowania baterii: Czechy. Nie myślałam, że u naszych południowych sąsiadów jest tyle pięknych miejsc do zwiedzenia. Zachęcam i polecam.


środa, 2 sierpnia 2017

Pilea peperomioides - podejście drugie

Pierwszy egzemplarz pilei kupiłam i odebrałam na olx w ubiegłe wakacje, ale była to roślinka z mikroskopijnymi korzonkami, przetransportowana do mnie, bez ziemi, na wilgotnej ligninie. Niestety padła po jakimś czasie, najpierw zaczęły opadać jej liście, a potem całkiem uschła. Zaznaczam, że ją podlewałam i miała dostęp do światła na wschodnim oknie.

W tym roku kupiłam 2 egzemplarze na olx z nadzieją, że choć jeden przeżyje... Obecny sprzedawca przyniósł roślinki zasadzone w ziemi w małych pojemniczkach.  Jak przesadzałam je do doniczek, to widać było, że maleństwa są ukorzenione. Mam nadzieję, że tegoroczne pilee zadomowią się, ładnie ukorzenią i zostaną na długo.



sobota, 22 lipca 2017

Oswajanie kaszy jaglanej

Staram się wprowadzać kaszę jaglaną do codziennej diety z uwagi na walory zdrowotne.
 
Kaszę jaglaną ugotowałam w proporcji 2:1 czyli na daną ilość kaszy 2x więcej wody. Na przestudzoną kaszę pokroiłam truskawki, polałam jogurtem naturalnym i posypałam borówkami.
 
Nie dodawałam cukru, bo od pewnego czasu ograniczam cukier i takie owoce mi smakują. Kwestia czasu oczywiście, bo kiedyś potrzebowałam posłodzić truskawki.
 

 

sobota, 15 lipca 2017

Remigiusz Mróz, Ekspozycja - będę krytykować

Kupiłam całą serię z komisarzem Forstem czyli cztery tomy.
Przeczytałam tom pierwszy, ale ledwie dobrnęłam do końca. Dawno nie byłam tak zawiedziona książką. Kompletne pomieszanie z poplątaniem. Autor zdecydowanie przesadził. W jednym tomie połączył historię tajemniczych manuskryptów, które według treści książki mogłyby zatrząsnąć posadami chrześcijaństwa i rzeź wołyńską. Główny bohater w nienaturalny sposób się zachowuje i wplątuje w różne nieprzewidywalne sytuacje, został prawie skatowany przez służby białoruskie, w Rosji trafił niesłusznie do więzienia, skąd w amerykańskim stylu uciekł przez Kazachstan. Akcja jest przekombinowana, jakby na autor miał za dużo pomysłów, ale nieumiejętnie je nagromadził i połączył. Książka trochę przypomina tempo Dana Browna, niestety do dobrego kryminału jej daleko, bo jest po prostu kiepska. Oczekiwałam kryminału i akcji osadzonej w Tatrach (patrząc po okładkach), stąd moje odczucia i opinia. Na Giewoncie zostało jedynie znalezione ciało. Nie polubiłam głównego bohatera i nie wiem czy czytać kolejne tomy, żałuję, że je kupiłam. Słaba książka, jedynym plusem jest zaskakujące zakończenie, ale ten plus wypada blado na tle tylu dużych minusów. Książki niestety nie polecam osobom, które chcą przeczytać kryminał.

czwartek, 29 czerwca 2017

Katarzyna Puzyńska, Czarne narcyzy

Nie wiem jak to możliwe, że mamy już 29 czerwca. Mam wrażenie jakby miesiąc dopiero się rozpoczął...

Fanom pisarki nie trzeba polecać lektury, a osobom które nie znają serii o Lipowie niech posłuży za zachętę poniższe zdjęcie. Każdy tom kupiłam sama wyczekując go w księgarni, z zainteresowaniem przeczytałam i za jakiś czas na pewno wrócę do tej serii, bo jest świetna. Czytałam skandynawską serię o Fjalbace autorstwa Camilli Lackberg i szczerze oświadczam, że Puzyńska ma taki sam wysoki poziom kryminałów jak Lackberg.


 
Kilka dni temu skończyłam czytać Czarne narcyzy czyli 8 tom kryminałów Katarzyny Puzyńskiej. Jestem pod wrażeniem, że autorka z każdą kolejną częścią trzyma poziom i wydaje bardzo dobre kryminały. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, zakończenie daje furtkę do kolejnego tomu. W książce mamy perypetie znanych dotychczas bohaterów czyli policjantów Daniela Podgórskiego, Emilii Strzałkowskiej, Klementyny Kopp i psycholog Weroniki Nowakowskiej. Szczegółowej recenzji nie będzie, aby nie zdradzić za dużo treści. Okładkowa siekiera jest wątkiem intrygi kryminalnej, gdzie znowu bohaterowie będą mieć dużo pracy, gdyż jest seria morderstw do wyjaśnienia i sprawca do złapania zanim zabije ponownie.

 
  
Na półce czeka na mnie czterotomowa górska seria kryminałów Remigiusza Mroza, którą dostałam z okazji imienin. Jestem ciekawa wrażeń.

piątek, 23 czerwca 2017

Jeffery Deaver, Twój cień

Książka to trzeci tom cyklu z agentką Kathryn Dance, ale z tego z opisu wynika, że można ją czytać jako oddzielną całość. Nie znam cyklu, a miałam w domu otrzymany kiedyś od taty Twój cień.

Książka jest bardzo dobrym kryminałem i thrillerem. Najbardziej w kryminałach cenię, gdy autor mnie zaskakuje. Jeffery Deaver zaskoczył mnie kilka razy tak prowadząc akcję, że byłam w szoku - duży plus.


Jeżeli inne książki są porównywalne w zaskakiwaniu czytelnika i sprawnej intrydze, to zacznę czytać więcej jego książek.




czwartek, 8 czerwca 2017

Czerwcowe śniadanie

Ugotowana na gęsto owsianka z dodatkiem kakao i odrobiny cukru. Kakao mieszam z mlekiem w szklance, następnie wlewam do mleka z płatkami w garnku. Robię w ten sposób, aby nie porobiły się grudki podczas wsypania i mieszania kakao bezpośrednio do garnka - wiem coś o tym z doświadczenia :)
 
Na ciepłą owsiankę przełożoną do misek pokroiłam truskawki i banana.
 
Śniadanie wspaniałe :) Pyszności po prostu.
 

A po pysznym jedzonku relaksik :)


Pies oczywiście jadł coś innego :)
 

sobota, 13 maja 2017

Wreszcie zauważam maj

W tym tygodniu zauważyłam z zaskoczeniem, że już kwitną bzy. Czas się nimi nacieszyć :)

Zdjęcie zrobiłam po godzinie 20:00 w trybie manualnym, ISO 1 600, przesłona 2.8, czas 1/80 s, balans bieli: zachmurzony dzień. Jeszcze niedawno było ciemno o tej porze dnia, a dzisiaj udało mi się zrobić zdjęcie przy świetle zastanym.


sobota, 29 kwietnia 2017

Lackberg i pierwsza hybryda

Każdy kto czytał sagę Lackberg o pisarce Erice i jej mężu policjancie Patricku  z chęcią sięgnie po Morderstwa i woń migdałów. Książka zawiera 3 opowiadania, w tym jedno inspirowane kryminałami Agathy Christie.


A na paznokciach pierwsza w życiu hybryda :)

sobota, 22 kwietnia 2017

Przekąska zamiast chipsów - pieczona ciecierzyca

Ciecierzyca z puszki z olejem i przyprawami. Przepis z dokładnymi proporcjami znalazłam tu.

Z czystym sumieniem  mogę polecić :)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Kwiecień 2017

W Wielką Sobotę zgodnie z tradycją w moim rodzinnym domu przygotowujemy razem pisanki. Jajka gotujemy w łupinach cebuli, a potem skrobiemy różne wzory ostrym nożem lub nożykiem do papieru. W tym roku spróbowałam pomalować jajka czerwonymi burakami, ale efektu nie było żadnego. Łupiny cebuli natomiast są niezawodne od lat.



Poniżej balkonowe efekty urlopu w pewien kwietniowy poniedziałek.



I słoneczne maleństwo, które przywieźli mi rodzice.

niedziela, 26 marca 2017

Moja pierwsza granola

Granola wyszła pyszna, poranny jogurt naturalny z płatkami nabrał nowego głębszego wymiaru.

Granolę robi się szybko, znika równie szybko :) Dlatego lepiej przezornie zrobić podwójną ilość.


Przepis pochodzi z tej strony. W mojej wersji olej kokosowy zamieniłam na rzepakowy (bo taki miałam w domu), a deserową czekoladę na gorzką (moją ulubioną).


niedziela, 19 marca 2017

Kokosowe kulki

Dla fanów batonów bounty. Lubię te słodycze w wersji w gorzkiej czekoladzie, jednak w sklepach są bardzo rzadko, niestety przeważają w mlecznej.
 
Wersja domowa jest smaczniejsza od oryginału.
 
Przepis znaleziony na tej stronie:
 
- 200 g gorzkiej czekolady,
- 1,5 szkl. wiórek kokosowych,
- 0,5 szkl. słodzonego mleka skondensowanego z puszki.
 
Wymieszać mleko skondensowane z wiórkami aż powstanie kleista masa. Rękami uformować kulki, należy ściskać nadzienie, aby całość była zwarta. Kulki układać w naczyniu wyłożonym papierem do pieczenia. Aby kulki lepiej się formowały warto robić to wilgotnymi dłońmi, najlepiej co jakiś czas opłukać. Naczynie z kulkami wstawić na 20-30 minut do zamrażalnika. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (na garnku z gotującą się wodą położyć miskę do której wkładamy kawałki czekolady). Pojedynczo zanurzamy kulki za pomocą 2 widelców w roztopionej czekoladzie, układać na papierze do pieczenia. Odstawić do stężenia.
 
 
Wczoraj zrobiłam podwójną porcję i to była świetna decyzja. Kulkami zachwycali się dzisiaj amatorzy słodyczy i osoby stroniące od nich. Dzięki gorzkiej czekoladzie kulki są bardziej wytrawne, ale słodkie nadzienie idealnie komponuje się ze smakiem polewy.

wtorek, 7 marca 2017

Juliusz Verne, Wyprawa do wnętrza ziemi

Mam ogromny sentyment do twórczości Juliusza Verne'a. Zaczytywałam się w jego książkach jako nastolatka. Jego Tajemnicza wyspa to według mnie jedna z najlepszych książek, jakie zostały napisane. Sięgałam do niej kilka razy, zachęciłam też męża, który nie jest aż takim fanem literatury jak ja, a ten tytuł bardzo mu się podobał. Tak się zdarzyło, że Wyprawy do wnętrza ziemi dotąd nie znałam. Dzisiaj skończyłam lekturę i mimo, że nie jest tak dobra jak wyjątkowa Tajemnicza wyspa, to bardzo dobrze się czyta.

Verne potrafi bardzo plastycznie kreować świat i porwać czytelnika, kto go nie zna, niech rychło naprawi to niedopatrzenie. Zdecydowanie nie jest to autor tylko dla dzieci, ale dorosłym także przypadną do gustu jego książka.

Twórczość Verne'a potwierdza, że klasyka literatury jest nieśmiertelna i warto ją czytać, a nie tylko sięgać po nowości wydawnicze.

 
Pozostając w temacie klasyki przypomnę Frances Hodgson Burnett. Bardzo cenię tę autorkę i mam do niej sentyment. Jako dziewczynka dostałam od przybranej cioci Tajemniczy ogród, Małą księżniczkę i Małego lorda. Egzemplarze mam do dziś. Tytuły są ponadczasowe. Niedawno pewna dwunastolatka i dziesięciolatka z rodziny otrzymały ode mnie Małego lorda i Tajemniczy ogród z pięknymi ilustracjami. Dziewczynki bardzo lubią czytać i mam nadzieję, że książki sprawią im dużo radości podczas lektury.
 
A ja mam ochotę nadrobić trochę zaległości z kanonu literatury światowej i przeczytać m.in. Annę Kareninę.

wtorek, 21 lutego 2017

Co jeść w pracy czyli CYKL SŁOIKI I POJEMNIKI

Kolejny pomysł na posiłek w pracy.

Kasza gryczana, rukola, ugotowane na parze buraki, mozarella i oliwa z oliwek.

Bardzo smaczne, ale należy pamiętać o posoleniu buraków, by nie były zbyt słodkie.

niedziela, 12 lutego 2017

Katarzyna Puzyńska - autorka serii kryminałów

Kryminały Katarzyny Puzyńskiej polubiłam już od pierwszego tomu czyli Motylka. Autorka jest porównywana do popularnej skandynawskiej Camilli Lackberg. Uważam, że słusznie. Czytałam całą serię Lackberg o przygodach pisarki Erici i policjanta Patrika, to kryminały zdecydowanie warte przeczytania, ciężko się od nich oderwać. Puzyńska ma podobny talent wciągania czytelnika w wykreowany przez nią świat małego Lipowa i okolic, które nie jest spokojną i tak bezpieczną prowincją (podobnie jak Fjallbaca u Camilli Lackberg) jakby na pierwszy rzut oka się wydawało.
 
Puzyńska stworzyła realistyczne postacie oraz bardzo umiejętnie prowadzi akcję i buduje napięcie. Podczas lektury zarwałam niejedną noc i nie raz nie dwa zdecydowanie za późno położyłam się spać (szczególnie podczas weekendowego czytania) - myślę, że ten fakt jest najlepszą rekomendacją.


 
Lekturę Domu czwartego odkładałam celowo, bo wiedziałam, że kolejny tom jest dopiero w przygotowaniu. Już się nie mogę doczekać następnego tytułu. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać...