
Fabuła kręci się wokół kontrowersyjnego tematu, co w moim odczuciu nie jest zaletą tej książki. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem aborcji czy eutanazji, bo uważam, że nie ma co się oszukiwać terminologią, bo przecież to po prostu morderstwa. W realnym świecie nie wszystko jest czarno-białe, bo są odcienie szarości. Nie unikniemy tego. Trudno wydawać sądy o innych osobach, gdy nie jest się w ich sytuacji. Człowiek który nie ma bliskiej osoby cierpiącej na bolesną i nieuleczalną chorobę, nie wie co się wtedy odczuwa. Natomiast uważam, że zło powinno się jednoznacznie określać i negować. Nie jestem zwolennikiem "pomagania" chorym ludziom w zejściu z tego świata. Władcą życia i śmierci jest Bóg, a nie człowiek. Książka przypomina mi trochę te wszystkie "wielkie produkcje" typu "Oceans Eleven", gdzie główni bohaterowi popełniają czyny złe moralnie, bo np. planują skok na kasyno czy bank, a widz im kibicuje i na koniec cieszy się, że uniknęli ujęcia przez policję. Nie podoba mi się taki relatywizm. Kropka. Najgorsze jest to, że te relatywistyczne dywagacje zajmują lwią część książki.
Szczerze to irytował mnie strasznie Cameron McDonald i jego niedojrzałe podejście do miłości. Rozumiem, że się zakochał, ale skąd może wiedzieć, że kocha? Natomiast od momentu, kiedy spotkał Mię, to czuje, że to jego druga połowa... mimo, że jeszcze jej nie poznał... Bez komentarza.
Natomiast muszę przyznać autorce, że ma świetny styl. Podoba mi się niezwykle plastyczny opis poszczególnych fragmentów jakby to były właściwie kadry z filmu, a nie fragmenty powieści. Picoult nie tylko opisuje spotkanie dwóch, osób, nie tylko streszcza dialogi. Pisarka zwraca uwagę na takie drobiazgi jak np. drżenie kolan czy dłoni. Widać u niej większą niż u innych pisarzy wrażliwość na szczegół i umiejętność przekucia tej zdolności na twórczość. Momentami miałam wrażenie, że oglądam film, a nie czytam książkę, bo tak łatwo i dokładnie można zwizualizować sobie wszystko podczas lektury. To ogromna zaleta książki. Właśnie z tego powodu sięgnę po kolejne książki Jodi Picoult.
______________________________________________
Nie będę dzisiaj publikować kolejnego posta, więc robię dopisek do powyższego. Chciałam podzielić się z Wami radością jaka mnie dziś spotkała. Po powrocie ujrzałam na stole grubą kopertę z miłą zawartością. Dotarła do mnie paczka z książkami z wymiany wakacyjnej u Miqaisonfire
http://miqaisonfire.wordpress.com/. W środku były aż DWIE książki, dwie zakładki i czekolada ( jakaś wspaniała osóbka telepatycznie domyśliła się, że ostatnio trzymam linię i sprezentowała mi gorzką czekoladę). Przykro mi, ale nie potrafię rozczytać nazwiska, nie było adresu bloga, więc nie wiem, kto sprawił mi tę niespodziankę. Dziękuję Miqaisonfire za zorganizowanie wymiany i osobie, która wysłała mi paczkę. Książek obu nie czytałam, więc już nie mogę doczekać się lektury :) Dostałam dwa kryminały :):):)
Nie wiem kto wpadł po raz pierwszy na pomysł blogowej wymiany książkowej, ale należą się jej/jemu gratulacje, uściski i szacunek za pomysł, czyż nie?