.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kostova Elizabeth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kostova Elizabeth. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 września 2014

Dlaczego jesień jest fajna?

Ostatnie dni sierpnia dały mi przedsmak jesieni. Chłodno, pochmurnie, przelotne deszcze. Kalosze nawet się przydały i to nie raz. Lato jest moim najukochańszym okresem, ale w sumie lubię wszystkie pory roku ( choć zima wyjątkowo potrafi dać w kość). Jesień cenię za kasztany, kolorowe liście na drzewach, a potem gdy są suche i szeleszczą pod stopami, przepyszne śliwki, wielkie dynie, świeże orzechy włoskie i laskowe, aromatyczną pigwę, winogron z ogrodu, spacery po lesie i rodzinne zbieranie grzybów ( zbierać lubię, choć jeść już niekoniecznie, odpowiada mi smak duszonych kominków, sfotografowanych poniżej, i marynowanych grzybów, za suszonymi nie przepadam).
 
 
Podczas sierpniowych dni towarzyszył mi Historyk Elizabeth Costovej. Książkę przeczytałam po raz drugi i nadal uważam, że jest fenomenalna a najnowsze książki o wampirach do pięt jej nie dorastają. Kostowa jest mistrzynią w tworzeniu mrocznej atmosfery, zagmatwania akcji i intrygowania czytelnika tym, co będzie dalej. Teraz zaczęłam lekturę Makatki Katarzyny Grocholi i Doroty Szelągowskiej. Grochola to jedna z moich ulubionych pisarek, która jak mało kto potrafi poprawić mi humor, a Szelągowska ma świetne programy o wnętrzach na DOMO+. Książka to zbiór felietonów matki i córki, ciekawie się zaczyna. Pierwotny tytuł brzmiał Warkocze z pępowiny... :) Dobrze że ostatecznie wygrał tytuł Makatka.
 
 
Z dzisiejszej wyprawy na targ przytargałam 15 kilogramów pomidorów. Oczywiście sama tego nie dźwigałam, nie dałabym rady. W życiu jeszcze nie kupiłam na raz tyle tych warzyw. Owoce tego zakupu wkrótce na blogu, dzisiaj nie są jeszcze gotowe, a ja jestem zbyt zmęczona. Dały mi w kość. Taką ilość nie jest łatwo przerobić.
 
 
  

poniedziałek, 10 lutego 2014

Elizabeth Kostova, Łabędź i złodzieje oraz tęsknota za wiosną

Przeczytałam ostatnio Łabędzia i złodziei Elizabeth Kostovej. Książka to prezent świąteczny od przyjaciółki. Książkę oceniam na dobry z plusem. Moja opinia wynika z porównania tytułu z genialnym i wybitnym jak dla mnie Historykiem tej autorki. Łabędź i złodzieje opowiada historię pewnego malarza Roberta Oliviera, nie potrafiłam go polubić, więc ma to wpływ na moją ocenę. Natomiast sama fabuła jest ciekawa, podobało mi się zaskakujące zakończenie wyjaśniające tajemnicę tytułowego łabędzia, intryga ciekawie zarysowana. Książka przeznaczona do niespiesznej lektury, zawiera smaczki dla osób interesujących się malarstwem z naciskiem na impresjonizm ( który bardzo lubię). Kostova z powodzeniem zachwyca stylem, choć nie aż z taką wirtuozerią jak w Historyku, którego ostatnio kupiłam i wkrótce zaserwuję sobie ponowną lekturę.


Wreszcie dnie są coraz dłuższe i o godzinie 16 nie jest jeszcze ciemno za oknem. Powietrze już inaczej pachnie. Ostatnie dni były bardzo słoneczne, dzięki czemu miałam więcej energii. Dzisiaj było bardziej pochmurnie, na trochę tylko wyszło słońce zza chmur, ale przez ten moment niebo było naprawdę meganiebieskie. Mam nadzieję, że będzie już coraz mniej dni, gdy niebo zakryte jest grubą warstwą szarości i nie widać słońca.

Czekając cierpliwie na wiosnę i pierwsze kwiaty w ogrodzie cieszę oczy poniższymi fotografiami. Jestem ciekawa tulipanów, bo jesienią zasadziłam kilka całkiem nowych i ciekawych cebulek. Mam nadzieję, że nie zrobią mi psikusa i zakwitną.  

Aż mi się nie chce wierzyć, że kiedyś nie lubiłam tych kwiatów. Różnorodność dalii jest zadziwiająca i w kwestii kształtów płatków, wysokości roślin jak i kolorów. Moja mama sadzi je od lat i nazywa georginiami, moje babcie też je lubiły, ale u nich funkcjonowały pod nazwą organy.



Niezmiennie zadziwia mnie jak tak delikatna, piękna i pachnąca roślinka jak konwalia może być trująca, a jednak trzeba uważać, bo każda część tej rośliny jest niebezpieczna po zjedzeniu. Subtelność kwiatów konwalii mnie urzeka. Mam w ogrodzie kępę konwalii, ale jakoś średnio kwitną, może mają zbyt mało słońca.


Róże hodowane z sukcesem przez moich rodziców są piękne, choć niestety jako kwiaty cięte nie cieszą zbyt długo. Lubię przy okazji imprez na świeżym powietrzu robić z nich takie bukiety z małą świeczką tu i ówdzie. W ładnej misie są żywą ozdobą stołu.


Ten biały kwiat to bodajże kosmos, uchował się przed ścięcie. Po zakwitnięciu zachwycił i jego byt można uznać za bezpieczny :)


Nazwy fioletowego przystojniaka nie znam, ale kocham od lat kolor fioletowy, więc znalazł się we flakonie.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Elizabeth Kostova, Historyk

Na książkę natknęłam się przypadkiem w bibliotece. Wcześniej nic mi nie było wiadomo o książce ani o autorce. Mając już w domu Historyka, przeszukałam czeluście Internetu w poszukiwaniu blogowych recenzji tytułu. Niestety nie znalazłam ich zbyt wiele. Przed lekturą znałam jedynie opis z okładki zaczynający się od słów:

Nie do zapomnienia, monumentalna opowieść o wciąż frapującym Draculi, autentycznym i legendarnym. Pełna napięcia historia, w której mieszają się ze sobą fakty rzeczywiste i fantazja, przeszłość i współczesność. Przeszukując bibliotekę ojca, młodziutka Amerykanka natyka się na średniowieczną księgę i skrytkę z pożółkłymi listami. Kiedy pogrąża się w lekturze, świat staje się dla niej koszmarem. Odkrywa pełną sekretów mroczną przeszłość ojca i wpada na trop prowadzący do rozszyfrowania tajemniczych losów matki. Stare listy, uzupełniane wspomnieniami ojca, wiodą śladami nieumarłego - pozwalają odkryć prawdę o Vladzie Palowniku, średniowiecznym władcy, którego barbarzynskie panowanie leży u podstaw mitu o Drakuli. Dziewczyna staje przed pytaniem: czy powinna iść w ślady ojca i badać legendę Vlada, prowokując twarzyszące mu zło? Jednak pamięć o matce zwycięża i córka włącza się w emocjonujące poszukiwania prowadzone przez ojca. I tak zaczyna się pełna przygód wyprawa po krajach całej Europy oraz w fascynującą przeszłość.

Te słowa skłoniły mnie w bibliotece do wypożyczenia książki i tu musze pochwalić autora tego opisu z okładki, bo opis kusi i okazuje się, że warto sięgnąć po to ponad sześćsetstronicowe tomiszcze. Moda na najnowsze książki wampiryczne mnie nie wciągnęła. Z tej tematyki znam jedynie serię o Sookie Stackhouse autorstwa Charlaine Harris ( bardzo słaba w mojej ocenie) oraz Zmierzch ( który przeczytałam z zaciekawieniem, ale i zauważałam jego błędy i absolutnie nie polecałabym nastoletniej dziewczynie). Z tej tematyki znam jeszcze Wywiad z wampirem Ann Rice ( wspominam średnio, nie podobały mi się wampiry, które niezgodnie z legendami nie bały się czosnku ani krzyża), Miasteczko Salem Kinga ( świetna książka, zresztą jedyna autorstwa Kinga, która mi się podobała, ślęczałam nad nią do rana aż przeczytałam). Do tej listy dołączam skończonego dzisiaj Historyka Elizabeth Kostovej. Porównując go do powyższych tytułów uznaję go za szlachetną, drogocenną perłę i niekwestionowany majstersztyk. I tutaj głęboki ukłon w stronę stylu autorki, który szczyci się kunsztem, umiłowaniem słowa pisanego, zdolnością używania środków stylistycznych, a to wszystko ku niekłamanemu zachwycie czytelnika. Kocham książki, które pozwalają mi się delektować słowami, zdaniami, stylem używanym przez pisarza, a Historyk zaserwował mi swoistą ucztę kulinarną. Moje kubki smakowe (czyli czytelnicze) zostały zaspokojone, nasycone, ukontentowane w stu procentach. Podobał mi się zdecydowany nadmiar opisów w stosunku do dialogów. W tej książce opisy są wciągające, wyjątkowo dobre. Zamiast widowiskowych popisów rodem z amerykańskiego kina akcji okraszonego szybkością, drastycznością i wybuchowością, otrzymujemy fascynujące i magiczny świat bibliotek, archiwów, budynków sprzed wieków, tajemniczych rękopisów, podziemi, tajemnic. W tym świecie walka jest prowadzona za pomocą starych ksiąg, historycznej wiedzy i inteligencji, a nie za pomocą naboi. Pomimo tego tempo akcji jest sprawne, choć nie zawrotnie szybkie, książka wciąga, że ciężko oderwać się od lektury. Jednocześnie chce się czytać powoli, by jak najpóźniej się skończyła. To nie jest tytuł, o którym szybko zapomnę. Zdecydowanie polecam i fanom dzisiejszych paranormal romance i fanom książek o wampirach jak i wszystkim miłośnikom czytania. Myślę, że to lektura dla każdego bez względu na upodobania czytelnicze.