.

.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suszone pomidory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suszone pomidory. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2015

Pomidory suszone tegorocznym słońcem

Upały mają swoje plusy :) W poniedziałek i wtorek słońce ususzyło mi pomidory. Cały dzień w promieniach mocnego słońca zrobił swoje. Suszarka do warzyw/owoców dokończyła dzieła - zostało jej niewiele pracy.

Dwa lata temu pisałam, że suszone pomidory zrobiłam po raz pierwszy i ostatni.

Rok temu okazało się prawdą powiedzenie nigdy nie mów nigdy.

W tym roku czyżby: do trzech razy sztuka? :)



czwartek, 18 września 2014

Nigdy nie mów nigdy czyli podejście drugie

W ubiegłym roku pisałam, że po raz pierwszy i ostatni zrobiłam suszone pomidory. Po godzinach spędzonych w kuchni przy upalnej pogodzie, bo było to w sierpniu zniechęciłam się do tej czynności. Jednak już po otwarciu pierwszego słoika i spróbowania tak przyrządzonego warzywa, zauroczył mnie ten smak. Mieszanki oleju z oliwą użyłam zamiast masła, do tego plasterki kiełbasy i na wierzch pomidor. Pyszota. Kto nie jadł suszonego pomidora, niech spróbuje, bo ciężko opisać ten smak, kto jadł wie, co piszę. Aromat oleju przesyconego smakiem i zapachem pomidora i ziół jest wyjątkowy. Ostatni słoiczek w zeszłego roku spałaszowali rodzice kilka dni temu, próbowali go po raz pierwszy i chcieli jeszcze :) Smak czerwonego mięsistego warzywa jest głęboki, idealny do kanapek czy past. Mimo czasu potrzebnego do wykonania akcji suszenia, skusiłam się po raz drugi i zrobiłam wczoraj 7 małych słoiczków. Taka ilość wychodzi z 2 kg pomidorów. Użyłam odmiany Lima, która ma niewiele miąższu. Została mi jeszcze połowa do suszenia.
 
 
SUSZONE POMIDORY
 
2 kg pomidorów odmiany, która ma mało miąższu
sól
pieprz
suszona bazylia, oregano i rozmaryn
świeża bazylia, tymianek i majeranek
2 łyżeczki octu winnego
oliwa i olej w proporcjach 1:1
 
Warzywa pokroić w ćwiartki, łyżką wydrążyć miąższ ( można go spożytkować na przecier, dodać do obiadu). Pomidory poukładać na wyłożonej na papierze do pieczenia blasze ( jeden obok drugiego, ale nie warstwowo bo nie wyschną), posypać solą i włożyć do nagrzanego do 100 stopni piekarnika, który powinien być lekko uchylony. W tej temperaturze suszymy 4-5 godzin, ale w trakcie trzeba zaglądać, by się nie spaliły. Chodzi o to, by brzegi były ładnie pomarszczone, środek podsuszony, ale jędrny, mają wyjść nie chipsy, ale pomidory. Kto suszy pomidory po raz pierwszy warto poszperać w sieci i poprzeglądać jak wyglądają idealnie wysuszone pomidory. Gotowe i przestudzone warzywa wkładamy do wyparzonych słoików, skrapiamy octem, dodajemy zioła ( oczywiście dowolne, wybieramy co lubimy, ja tak zrobiłam). Olej i oliwę wlewamy do jednego garnka, podgrzewamy, wlewamy do słoików. Zakręcamy i na przynajmniej godzinę odwracamy do góry nogami, by złapały. Etap podgrzewania sprawił mi pewne problemy, bo nie wiedziałam, kiedy będzie gotowe. Tutaj istotne jest by tłuszcz był mocno ciepły, ale nie gorący, bo inaczej zioła i pomidory się usmażą, a nie mają się smażyć, tylko tłuszcz ma je zakonserwować. Proponuję ostrożnie sprawdzać ręką powietrze nad olejem i próbować zalewać słoiki, gdy usłyszy się skwierczenie jak przy smażeniu, natychmiast przerwać, poczekać aż chwilę przestygnie i kontynuować. Ten etap trzeba poćwiczyć, bo ciężko go opisać.
 
Mam pomysł, by kupić słoiczek suszonych pomidorów i otworzyć własne i porównać smak. Ciekawe jaka i czy będzie różnica.
 
Poniżej, razem z wrzosem, pozuje do zdjęcia prezent od siostry. Te najnowsze zdobycze książkowe to dwa tomy Heleny Mniszkówny i kontynuacja czyli trzy tomy Anny Rohóczanki. Znam Trędowatą z filmu i kiedyś raz czytałam, ale chętnie sobie odświeżę i przeczytam o dalszych losach bohaterów. Kolejnych czterech tomów nie znam, więc jestem ciekawa rozwoju akcji.
 
 
Wydania są stare, ale to potęguje urok tych tomów. Raczej nie będą długo czekały na lekturę. Kolejność czytania od najniżej do najwyżej położonej książki.
 
 
Pisałam ostatnio za co lubię jesień, zapomniałam wtedy wspomnieć o wrzosach. Są piękne, takie eteryczne i w dodatku fioletowe, a mam słabość do tego koloru. Świetnie wyglądają na kuchennym parapecie obok najstarszego z moich storczyków. I osłonki mi się przydały, dłuższy czas leżały bezużytecznie po ostatnim przesadzaniu storczyków, gdy okazały się za małe do nowych doniczek.
 
 
Moje okazy mają jeszcze nie całkiem rozwinięte kwiaty, czekam na końcowy efekt :)
 
 

środa, 7 sierpnia 2013

Po raz pierwszy i ostatni zrobiłam suszone pomidory


Lubię się świadomie i zdrowo odżywiać, to dla mnie ważne. Sprawia mi przyjemność gotowanie i robienie przetworów. W tym roku udało mi się zgromadzić niemało zapasów na zimę, co sprawiło mi wiele radości i satysfakcji, ale dzisiaj miałam dość. Przepisem na suszone pomidory zachwycałam się od kilku tygodni, odkąd wyszukałam pierwszą recepturę. Nakręciłam się, że zrobię to sama. Kupiłam trzy kilogramy pomidorów, a po siedmiu godzinach (!) suszenia zapełniłam siedem małych słoiczków (!).
Koszt prądu jaki był potrzebny do wysuszenia tych mięsistych warzyw jest delikatnie mówiąc niemały. Czas potrzebny do zrobienia tego przepisu to przegięcie. Przed suszeniem pomidorów wydrążyłam gniazda nasienne, które zostały zużyte do obiadu, a gotowe warzywa posypałam solą i dopiero poszły do piekarnika. Do słoiczków dodałam świeżych ziół zerwanych z balkonowego parapetu czyli rozmarynu, oregano, bazylii i majeranku, do tego jeszcze czosnek i kilka łyżek octu. Po wymieszaniu trafiło to do słoiczków. Podgrzałam olej wymieszany z oliwą, zakręciłam i teraz przebiega proces pasteryzacji.
Mam nadzieję, że smak pomidorów wynagrodzi mi czas, pieniądze i trud włożony w przygotowanie tego przepisu. Trud był wyjątkowy, bo lwią część dnia spędziłam w kuchni przy nagrzanym piekarniku, gdzie suszyły się pomidory i włączonym gazie, bo robiłam dżem. A za oknem wiadomo jaki był dzisiaj upał. Jeśli pomidory mi nie wyjdą, to chyba znienawidzę to danie. W każdym bądź razie wolę kupić gotowe i od tej pory tego się będę trzymała, że po suszone pomidory będę ruszała do sklepu, a nie do piwnicy. I żadne piękne zdjęcia nie skuszą mnie do ponownego zajęcia się wyrobem czegoś tak drogiego, czasochłonnego i nietaniego.